Kolejna wiosna

Dni są coraz dłuższe. Będąc na spacerze zobaczyłam, jak w Parku Szczęśliwickim szpaki zaklepały sobie miejsce w jednej z budek.

Zanim jednak przejdę do wiosny, chcę z Wami się podzielić kontynuacją wpisu o Złym Śnie. Który, jak to zły sen… minął w nie do końca wyjaśniony sposób.

***

Co się zdaje aż tak uciążliwe? Takich kwestii jest wiele. Do wydarzeń życiowych dokładają się tak prozaiczne rzeczy jak ciągłe zmęczenie, chroniczny stres. Życie…

Są chwile, kiedy każdy oddech wymaga ogromnego wysiłku. Niespełnione marzenia krążą w głowie, przypominając, że już było lepiej, a znowu jest jak jest. Zawiedzione nadzieje najbliższych bolą, bardziej jednak – własne zawiedzione nadzieje. Miało być inaczej…

Nie, nie jestem na lekach. Czy uważam, że coś by zmieniły? Na ten moment – nie. Mam dość sztucznego poprawiacza nastroju, po którym jestem jak najarany Rastafarianin. Peace and love, bro, ale i tak nie działam. Nie widzę w tym sensu. Nie rozumiem, po co mam znów faszerować się chemią w sytuacji, w której problem rozwiązałoby zamknięcie paru spraw z przeszłości, znalezienie pracy i sensowny urlop. Leków już próbowałam – i uwierzcie mi, bolało jak cholera gdy nastrój był lepszy, a brak chęci / woli działania niższy nawet niż dziś – w sytuacji, gdy i tak poczucia sensu brak…

Kiedy sens uciekł? Wyciekał w międzyczasie wraz z tym, jak moje kolejne pomysły umierały, a kolejni ludzie okazywali się być, delikatnie rzecz ujmując, niegodni zaufania. W sumie sama siebie obwiniam o to, że im zaufałam – szukałam u nich tego, czego nie byli w stanie mi zaoferować. Inna sprawa, że niektórzy z nich umiejętnie podtrzymywali mnie w tej iluzji dla własnych celów…

Życie. Ponoć za bardzo je rozkminiam, zbyt wiele chcę ogarnąć swoim umysłem, zrozumieć. No dobrze, nawet jeśli tak jest, to najwyraźniej nie potrafię inaczej. Zatem zamiast mówić mi, kim mam być, może warto zastanowić się, jak mi pomóc ogarnąć to, co mam? Jak wykorzystać takie zasoby, takie przemyślenia, taką osobowość, bym na nowo nabrała chęci do życia. Jest to zadanie, które dla wielu osób jest niemożliwe – za bardzo chcą, pomagając, przeforsować własny pomysł na moje życie. Sory, ale tak to nie działa…

Wciąż mechanicznie trzymam się szermierki jako jednej z niewielu rzeczy, które jeszcze jakieś szczątki sensu dla mnie mają.

***

W tamtym momencie zaczęłam rozmowę. Rozmowę, która nastroiła mnie na tyle pozytywnie, że zostawiłam przykre dla mnie sprawy i ruszyłam do przodu. Ręka co prawda znowu mnie boli i treningi szermierki wciąż stoją pod znakiem zapytania, niemniej znalazłam od tamtego momentu coś, co mnie popycha do przodu.

Na razie nie będę się o tym rozpisywać, ponieważ nie chcę pochwalić się znów przedwcześnie zwycięstwem. Walka trwa, a stan, w jakim jestem teraz, zdaje się być ulotny.

Jest to stan, w którym wreszcie, po długich trudach, podjęłam pracę nad sobą. Znalazłam JAKIŚ sens. Taki, który póki co mi wystarczy, który szybko nie przeminie, nie opiera się na konkretnym człowieku bądź wydarzeniach. Dzięki temu jakoś łatwiej mi jest na nowo podjąć walkę. I choć wciąż boję się wyjść z domu – w końcu kto wie, co czeka na mnie po tym, jak opuszczę ciepłe łóżeczko! – jednak wychodzę.

Wrócę na chwilę do kwestii leków. Mam takie niejasne wrażenie, że lekarze często zamiast pacjenta popchnąć do działania, odruchowo wypisują mu „tabletki na szczęście”. Dlatego też postanowiłam zacząć suplementację witamin, poza witaminą D3 którą nieustannie biorę. Zaopatrzyłam się również w zapas magnezu i potasu. Od kilku tygodni, kroczek po kroczku zmieniam dietę na zdrowszą, ponieważ istnieje prawdopodobieństwo, że kilka kilogramów mniej za jakiś czas zaprocentuje lepszym samopoczuciem. Przy okazji polecam wydarzenie Marzec bez cukru – zaczynamy dzisiaj 😉

Podjęłam zatem znowu działanie. Dałam sobie czas – marzec – na to, by odpocząć, zamknąć to, co rozpoczęłam dawno temu, stracić nieco na wadze. No i mam nadzieję wrócić do regularnych treningów 😉

I nie, nie wierzę w przesilenie wiosenne. Nie chcę wierzyć. Nie chcę być niewolnikiem pogody. Wierzę, że można inaczej, tylko trzeba znaleźć sposób 🙂

***

Kolejna wiosna się pojawia a ja jednak zauważam pewne różnice. Zrobienie sobie posiłku czy wyrzucenie śmieci przychodzi mi zdecydowanie łatwiej, niż jeszcze rok temu. Mimo wszystko jednak podjęłam pracę, choć nie była ona może strzałem w dziesiątkę. Godziny spędzone na przemyśleniach dają teraz efekt pod postacią pewnego uporządkowania wewnętrznego w sytuacji ogólnego chaosu.

Może rzeczywiście nie jest tak źle?…

Może ta kolejna wiosna będzie pierwszą na nowej drodze? Może będzie teraz już jak z moją ręką, która z tygodnia na tydzień jest w coraz lepszym stanie? Choć dziś na noc biorę ibuprom, ponieważ mocno mi dokucza, ale jednak mogę już bez problemu funkcjonować.

Dopóki jest nadzieja, dopóty jest dobrze – niech zostanie jak najdłużej.

Źródło zdjęcia:Jarosław Pocztarski via Foter.com / CC BY

Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Share on LinkedIn0Email this to someone