Natarcie na łapkę…

Wigilia. Czas, gdy gasną wszelkie spory. Według tradycji zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. Dzień pojednania, który miał być takim i dla ludzi, i dla moich dwóch świnek morskich…

Aslan jest ze mną od ponad trzech lat. Elrond dołączył kilka tygodni temu. Pomału oswajałam dwóch panów ze sobą, niemniej pierwsze spotkanie nie przebiegło super pomyślnie – Elrond zdobył dominację, kosztem pokrwawionej łapy. Miałam jednak nadzieję, że po tym nieudanym wstępie wzięci na neutralny grunt panowie znajdą wspólny język.

Niestety, skończyło się inaczej. Elrond, który wychował się dosłownie na ulicy z furią zaatakował Aslana. Obudził się w nim instynkt, który kazał za wszelką cenę bronić terytorium i jedzenia, choć przestrzeni i wiktu nie brakowało żadnemu z nich.

Moja ręka stanęła na drodze.

Rana po pogryzieniu przez świnkę morską.

Krew. Prowizoryczny opatrunek. Najbliższy szpital. Lekarze dowiedziawszy się, że trenuję szermierkę, nie podejmują się szycia. A jest co szyć – świnka morska przegryzła ścięgno trzeciego palca prawej dłoni. Mam 8 godzin na znalezienie miejsca, gdzie mnie zszyją. Inaczej – do widzenia szermierce na długo. W przypadku niektórych broni – może na zawsze.

Jedziemy więc dalej. Zdarza się cud. Lekarz ściąga do opustoszonego szpitala chirurga, anestezjologa i pozostały personel medyczny. Mógłby sprawę olać, ale nie robi tego… W wieczór wigilijny, o godzinie 22 ląduję na stole operacyjnym. Trzeba ranę poszerzyć, ponieważ jeden koniec ścięgna schował się pod skórą.

Dwie godziny później budzę się w drodze na salę pooperacyjną. Ręka w gipsie. Operacja się udała. Czekają mnie dwa dni w szpitalu z 9 kroplówkami na dobę (antybiotyki po ugryzieniu). I trzy miesiące przerwy od szermierki. Przerwa od prowadzenia samochodu – około 6 tygodni. To sprawa, że zmianie ulega większość moich planów. Sypią się jak domek z kart.

I tu wchodzi mój cichy mentor, któremu – nie wiedzieć czemu – ufam niemalże bezgranicznie. Choć nie rozmawiamy wiele mam wrażenie, jakby był tuż obok. Obecny teraz bardziej niż wcześniej. Ze swoim rozbawieniem na twarzy, za którym kryje się mądrość i powaga. Przypominam sobie nasze rozmowy i nie potrafię już wrócić do życia, które zostawiłam w Wigilię.

W szpitalu czekało mnie wiele przygód. Nie mieliśmy prawie dostępu do ciepłej wody, nie wszystkie posiłki nadawały się do jedzenia. Jedna z pacjentek urządziła nam prawdziwe piekło na sali, z którego wyrwałam się dopiero opuszczając szpitalne mury. Poznałam historie ludzi, którzy w tym świątecznym czasie mieli o wiele mniej szczęścia niż ja. Miałam możliwość być w rękach prawdziwych specjalistów, ludzi, którym zawdzięczam to, że już teraz mogę pisać te słowa, wspomagając się prawą ręką. Dzięki którym mam w ogóle szansę wrócić do szermierki…

Kroplówki.

W pewnym momencie płakałam, dostając kolejną kroplówkę. Wróciły do mnie demony wspomnień z poprzednich szpitali. Znów szczęście – moje żyły wytrzymały kroplówki i choć w przeciągu tych nieco ponad dwóch dób trzeba mi było zmienić miejsce wkłucia obyłam się bez zapalenia żył. Bóg czuwał.

Poharataną psychikę ratuje cichy mentor, którego słowa wbiły mi się mocno w pamięć. Dzięki niemu, dzięki tamtym rozmowom nie poddałam się. Na szpitalnej sali skończyłam czytać pierwszą od dawna książkę. Idę dalej za ciosem. Kolejna lektura rozpoczęta… Szukam siebie i mam wreszcie nadzieję na lepsze jutro, choć moje plany ulegają teraz ciągłym zmianom.

Poza tym ogromne podziękowania kieruję do Puszka i do Adasia, którzy odwiedzili mnie w szpitalu i niezwykle tymi odwiedzinami podbudowali. Dziękuję Puszku za sowę – cały czas miała mnie pod skrzydłami 😉 Jeszcze nie podjęłam decyzji co do płci i imienia, niech więc będzie to roboczo: Sowiątko.

Sowiątko - hand made by Anka

Co dalej?

Elrond idzie do adopcji. Ale nie wiadomo, czy dotrwa. Jest poważnie chory. Leczenie sprawia, że jest na chodzie, niemniej jest z nim bardzo źle.

Aslan wyszedł cało, pewnie już nawet nie pamięta co się wydarzyło.

A ja?…

 

Źródło zdjęcia: Seattle Municipal Archives via Foter.com / CC BY

Share on Facebook27Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Share on LinkedIn0Email this to someone