List do Nieobecnych

Bardzo często w życiu zdarza się, że chcielibyśmy móc porozmawiać z kimś, kto jest nam bliski, niestety – z różnych przyczyn jest to niemożliwe.

Na ten moment w moim życiu są dwie osoby, z którymi z jednej strony chciałabym porozmawiać, z drugiej zaś – zwyczajnie się boję. Przypomina to trochę opatrywanie ropiejącej rany, z którą nie bardzo wiadomo co zrobić. Logika podpowiada, by ją oczyścić aż do żywej tkanki. Będzie bolało, jednak dzięki temu rana, po nałożeniu maści czy antybiotyku, będzie lepiej się goić. Z drugiej jednak strony wcale nie mam pewności, czy przypadkiem nie potraktuję inwazyjnie już gojącej się, zdrowej tkanki, którą tylko przez własną nieznajomość sytuacji oceniam jako szkodliwą.

Kiedyś nieustannie analizowałam różne spotykające mnie sytuacje. Potrafiłam spędzić wiele godzin przyglądając się, słowo po słowie, rozmowom z bliskimi mi ludźmi. Zadawałam sobie pytania – co mogłam zrobić lepiej? Czemu znowu się pokłóciliśmy? W swoich myślach winę zwykle brałam na siebie i dopiero po latach dostrzegam, że wszystko dzieje się w pół drogi. Zanim jednak do tego doszłam, przez wiele lat niepotrzebnie poniżałam sama siebie. Innym z kolei przypisywałam intencje i zachowania, które w rzeczywistości wyglądały nieco mniej pesymistycznie – i w większości przypadków nie były wymierzone we mnie, lecz były wyrazem zwykłej ludzkiej bezsilności i ogromu zranień.

Muszę przyznać, że ostatnie lata sprawiły, iż stałam się piewcą wybaczania i zapominania tego, co złe. Oczywiście, gdy rozmawiam z kimś staram odnosić się do faktów, minionych zdarzeń, do tego, co w danej sytuacji czułam czy co konkretnie mi nie pasowało. Od jakiegoś czasu wolę jednak w miejsce wytykania tego, co niedomaga włożyć wzmacnianie tego, co dobre. W miejsce znajdywania dziury w całym poszukać rozwiązań.

Ostatnio napisałam do jednej z tych dwóch osób list, jednak nie przekazałam go. Zauważyłam, że jest w nim zbyt wiele smutku, zbyt wiele żalu. Mam do tego prawo, wydarzenia ostatnich miesięcy dla nikogo z nas nie były miłe. W tym akurat przypadku obrywam bardzo mocno – chodzi o członka rodziny. Uczę się teraz żyć bez tej osoby w moim życiu i nie jest to wcale proste – funkcjonowanie na co dzień ze świadomością, że dla własnego zdrowia psychicznego lepiej, bym tej osoby zwyczajnie póki co unikała.

Do drugiej osoby póki co po prostu unikam choć podejrzewam, że gdybym napisała list – również byłby on smutny, chwilami łzawy, budzący emocje które sprawiają, że zamykam się w sobie i nie chcę walczyć. Dlatego też postanowiłam zrobić mały eksperyment myślowy, który w moim umyśle zamknie minione wydarzenia i pozwoli podnieść się i iść dalej.

Postanowiłam napisać List do Nieobecnych. Do tych osób, których brakuje w moim życiu, za którymi tęsknię, jednak godzę się na tę tęsknotę ponieważ wiem, że w tym momencie bycie w bliższej relacji prawdopodobnie generowałoby jeszcze więcej zranień.

***

Drodzy Nieobecni…

… bardzo mi Was brakuje. Staliśmy się sobie bliscy w wyniku różnych zdarzeń. Miało miejsce coś takiego co sprawiło, że w tym świecie pełnym niebezpieczeństw i trudności zaufaliśmy sobie. Wspieraliśmy siebie. Teraz mi tego brakuje, Wam zapewne również.

Chcę, żebyście wiedzieli, że zależy mi na Was, choć być może w tym momencie tego nie okazuję. Być może właśnie teraz jest ten czas gdy wycofuję się, byśmy nie ranili siebie dalej, byśmy teraz budowali siebie równolegle. Czekam jednak z niecierpliwością na moment, gdy znowu sobie zaufamy, gdy będziemy razem pić herbatę albo po prostu się uśmiechać. Gdy nasze drogi skrzyżują się.

Jesteście wspaniałymi ludźmi, z którymi chcę mieć kontakt. Nie będzie on jednak możliwy bez wzajemnego wybaczenia sobie i obietnicy rozpoczęcia budowania na nowo relacji. Budowania nie na polu minowym, ponieważ jego rozminowanie może i Ciebie, i mnie kosztować życie – a tego nie chcę. Chcę za to znaleźć nowe miejsce, w którym moglibyśmy się spotkać, zostawić przeszłość w przeszłości – tam, gdzie jej miejsce – i rozpocząć budować coś nowego.

Każde z nas jest poranione. Każde z nas przeżywa trudności, smutki, załamanie. Jest to naturalne, jesteśmy ludźmi. Jak dla mnie są one potrzebne po to, byśmy sami spojrzeli na siebie, żeby nasze spojrzenie stawało się czystsze – żeby było w nim więcej miłości, troski, zrozumienia.

Staram się kochać, troszczyć, rozumieć, przebaczać. Ty i ja jesteśmy dobrymi ludźmi, którymi kierują dobre pobudki – a którym najzwyczajniej w świecie nie zawsze wszystko wychodzi. Czasem górę biorą nad nami emocje, innym znów razem zranienia, które nosimy w sobie i którym nie pozwalamy się zagoić, choć doktor Czas – Lekarz Wszystkich Zranień szepce nam do ucha uspokajające słowa.

Chcę, żebyście wiedzieli, że Was kocham i w moim sercu jest zawsze miejsce dla Was, nieważne, co się obecnie między nami dzieje.

***

Jeśli leży Wam coś na wątrobie, sugeruję napisać dwa listy. W jednym możecie opisać wszystko, co Was boli, co Wam doskwiera – ten po zakończeniu po prostu spalcie. A drugi – list do Nieobecnej Osoby, pełen miłości, zostawcie sobie na pamiątkę.

Myślę, że po takim pisarskim ćwiczeniu będzie Wam nieco łatwiej zmierzyć się z sytuacjami, w których rozmowa nie jest możliwa.

Błękitek

Źródło zdjęcia: abstractartangel77 via Foter.com / CC BY-NC-SA

Share on Facebook5Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Share on LinkedIn0Email this to someone