Zawalczyć o…

Siedzę pod rozpiętym płaszczem przeciwdeszczowym. Jeśli zacznie padać, nie zmoknę. Po prostu – w końcu nocuję na balkonie.

Jestem czwartą osobą w dwuosobowym pokoju. Pierwsza śpi w jednoosobowym łóżku, trzecia śpi z drugą na kanapie. Mi został materac, śpiwór i hotel wielogwiazdkowy na balkonie. Nie narzekam. Dziś będzie dobrze. Wczoraj spałam po partyzancku, karimata na podłodze. Było bardzo twardo. Dziś – mięciusio, choć wiem, że rano materac będzie tylko flakowatym kawałkiem plastiku – od kilku lat nie możemy zlokalizować mikro – dziurki, przez którą powolutku ucieka powietrze.

Myślę sobie. O relacjach w moim życiu. O tym, że potrzebuję, bardzo, bardzo potrzebuję, by ludzie zawalczyli o mnie, o relacje ze mną.

Myślę…

…o Wilku, który teraz żegluje. Który owszem, odpowie na napisanego smsa, ale sam z siebie raczej nie napisze. Wiem, że darzy mnie sympatią i szacunkiem, ale on po prostu taki jest.

… o Siostrze Nożowniczce, z którą boję się umówić na spotkanie. Chciałabym, ale mam dni, że boję się wyjść z domu, nie chcę nikogo widzieć, mam niemalże atak paniki. I trudno mi jest jeszcze w tej sytuacji przyjąć na klatę czyjeś słuszne rozczarowanie, że odwołuję spotkanie. Więc się odsuwam, tym bardziej, że chyba tak czy siak z różnych względów teraz zeszłam na dalszy plan.

… o Mistrzu, który pytał, jak on i nasi wspólni znajomi mogą mi pomóc. O tym, że powiedziałam, czego mi trzeba. Nie mam do niego żalu, że pewnie zapomniał – ma na głowie rodzinę, pracę… O wielu rzeczach nie pamięta. Ja pamiętam. I mi smutno.

… o Puszku, z którym chciałabym wreszcie się spotkać. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest zapracowana, poza tym ma wielu znajomych którzy mieszkają bliżej. Z którymi zna się dłużej, lepiej. Trudno bym wymagała od niej czegokolwiek, prawda?

… o kilku moich wierzących znajomych, którzy są mi bardzo bliscy, a których nie ma obok. Są we wspólnotach, mają własne życie…

… dla mnie nie ma miejsca.

Nie chcę się już przypominać. Z tym, że potrzebuję by ludzie do mnie pisali i wyciągali, nawet, jeśli często będę odmawiać. Bo w pewnym momencie pęknę. Żebyśmy budowali najpierw relację w sieci, ponieważ póki co tylko tyle często jestem w stanie zrobić. Nie chcę już mówić ani pisać o tysiącu różnych rzeczy. Po co? Słowa, słowa, słowa…

***

Uczę się wyrozumiałości dla innych. Nie tłumaczę już różnych sytuacji własną marną wartością (ponieważ nie jest ona marna, o!), tylko życiem, jego sprawami, ludzkimi ułomnościami.

Brakuje mi więcej takich osób jak Ostryga.

Ostryga założył sobie, że pomoże mi wyjść z choroby. I od prawie dwóch lat towarzyszy mi codziennie. Codziennie coś pisze, wysyła linki do zabawnych kotów i przesłodkich sów. Wyciąga mnie.

Ostrygo, ja to doceniam, ale nie chcę opierać się wyłącznie na Tobie. Znikniesz i co? Zostanę znowu w kawałkach? Wolę być przygotowana na najgorsze.

Poza tym brakuje mi innych ludzi, choć tak bardzo się ich boję…

… dawania tysiąca rad, gdy potrzeba „tylko” wysłuchać i przytulić.

… braku wyrozumiałości.

… pustych słów, które wypowiadają z intencją pomocy – jednak znika ona, gdy muszą zmierzyć się ze swoimi sprawami.

***

Przestałam się dobijać, prosić o pomoc. I od lat cudownie się maskuję – wydaje się, że nic mi nie jest.

Piszę o tym choć domyślam się, że to na nic.

Tym razem jednak nie załamie mnie to.

Wrócę do domu i zamknę się w swoim świecie, pomalutku lecząc duszę. Po swojemu.

I tylko zdarzają się takie wieczory jak ten gdy myślę o bliskich mi ludziach, z którymi nie miałam siły podtrzymać kontaktu – i którzy, choć byli mi bardzo bliscy zniknęli, zostawiając bolesne rany w sercu…

Źródło zdjęcia: @Doug88888 via Foter.com / CC BY-NC-SA

Share on Facebook3Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Share on LinkedIn0Email this to someone