Projekt: „ZMIANA”, czyli – kiełkuje coś ciekawego

Od 1 stycznia 2016 roku do 31 grudnia 2017. Projekt na zaliczenie, który jeszcze nie został wysłany wykładowcy, już zaczyna żyć własnym życiem.

Są takie przedmioty na uczelni, których się nie zapomina. Moduł, który realizuję, jest bez wątpliwości jednym z nich. W dużym skrócie: dotyczy tego, jak się zmieniać, jak rozwijać siebie. A jedną z prac zaliczeniowych jest stworzenie planu rozwoju na dwa lata.

Można by pójść na łatwiznę, walnąć kilka ogólników pod tytułem „chcę skończyć studia, napisać i obronić magisterkę, znaleźć dobrze płatną pracę”. Ale nie… Nie ja. Mi, jak zwykle w takich sytuacjach, działanie tylko po to, by zaliczyć przedmiot nie grozi 😉

Zacząć żyć

Robiąc podsumowanie roku 2015 zauważyłam, że mam za sobą ponad pięć lat zabawy z chorobą. O ile dobrze liczę, pięć lat, cztery miesiące i sześć dni. Łącznie – 1954 dni. W swoim rozliczeniu sięgam do dnia, w którym w szpitalu usunięto mi guza. Z wcześniejszymi perypetiami wychodzi ponad dwa tysiące dni z nowotworem i depresją.

WYSTARCZY.

Długo zastanawiałam się, co chcę umieścić w tym projekcie i stwierdziłam, że najlepiej będzie rozpisać to, czym żyję i co stało się dla mnie priorytetem na te dwa lata: powrót do normalnej egzystencji.

A czymże jest dla mnie normalna egzystencja?

  • Tym, że przyjmuję na siebie odpowiedzialność za porażki, jednocześnie wiem, że nie definiują mnie one jako człowieka.
  • Tym, iż zdaję sobie sprawę z tego, że sukcesy, które są moim udziałem stanowią efekt mojej ciężkiej pracy, nie są zaś dziełem przypadku.
  • Tym, że stawiam sobie cele i je realizuję, ze szczególnym naciskiem na cele długoterminowe, które wymagają rozplanowania pracy i wykonywania jej etapami.
  • Tym, że nie zaniedbuję zajęć na uczelni, a w perspektywie – pracy; rozumiem przez to minimalny wpływ moich nastrojów na to, jak funkcjonuję.
  • Wreszcie – tym, że jestem sobą, a nie chorobą.

A co to znaczy – być sobą? To już inna historia, którą może kiedyś opowiem…

Projekt: „zmiana”

Dwa lata to bardzo dużo, a zarazem bardzo mało czasu. Wielu z nas doświadcza czegoś, co określamy stwierdzeniem: „Boże, jak ten czas leci…”. Zwykle pozwalamy chwilom przepływać nam między palcami; one zaś znikają, by nigdy nie wrócić. NIGDY. Z drugiej strony tworzenie planu na dwa lata wydaje się być zadaniem bardzo ambitnym i trudnym do zrealizowania (co nie jest prawdą, trzeba się tylko za to zabrać z głową 😉 )

Przemyślawszy masę kwestii związanych z moimi studiami, szermierką, pragnieniem uniezależnienia się oraz innymi sprawami postanowiłam przez te dwa lata zrobić, co następuje:

  1. Zamknąć przeszłość: czyli na różne sposoby pożegnać się  tym, co było, wyciągnąć wnioski, spisać nauki i ruszyć pełną parą przed siebie
  2. Budować siebie jako osobę, w odniesieniu do zdobytego doświadczenia a nie w odniesieniu do choroby i tego, co z nią się wiąże
  3. Budować swoje życie – bez choroby

Moim celem zaś jest życie. Tak po prostu. Na warunkach, które dyktuję JA, a nie choroba.

Tworząc szkic pracy stwierdziłam, że projekt ten jest zbyt ciekawy by go zachować dla siebie. Dlatego też uznałam, że podzielę się z Wami tym, co w tej pracy zawrę. A potem – przez dwa lata – opowiadać będę o zmaganiach. O walce, o tym, co osiągnęłam, czego się nauczyłam. Nie wiem jeszcze jak często i w jakiej formie. Zapewne zanim złożę projekt na ręce wykładowcy będę musiała kwestię tę sprecyzować.

Niemniej możecie się spodziewać, że projekt: „zmiana” nie zostanie projektem napisanym z myślą li tylko zaliczenia przedmiotu.

A może i Wy skusicie się na podobne działanie? 😉

Źródło zdjęcia: smkybear via Foter.com / CC BY-SA

Share on Facebook3Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Share on LinkedIn0Email this to someone
  • ja mam problemy z zamykaniem przeszłości, i do końca jestem pewna czy należy tak robić.
    wolę wyciągać z niej wnioski, tak jak piszesz, ale też pamiętac, że bez doświadczeń z dnia poprzedniego nie byłoby mnie dziś takiej jaka jestem. Dla mnie przeszłość to powstawa i fundament jutra, od którego nie chcę sie odcinać, a jedynie traktować jako dobrą lekcję pokory.

    • Właśnie o to mi chodzi. Tylko ja pamiętając o przeszłości wciąż trzymam w sobie masę negatywnych emocji, myśli o tym, że gdyby coś się stało to mogłoby być inaczej. Chcę się od tego odciąć i w tym sensie zamknąć przeszłość – nie zmienię jej, choćbym nie wiem jak chciała. Myślenie o tym, że mogło być inaczej jest sensowne tylko wtedy, gdy chcesz wyciągnąć jakąś ważną lekcję z przeszłości… W innych przypadkach nie bardzo :/