Noworoczne postanowienia

Nadszedł pierwszy stycznia. A ja mam dla Ciebie propozycję zmiany. Na 366 dni, 52 tygodnie, 12 miesięcy bądź cały rok. Wybór należy do Ciebie!

Do tej pory tylko kilka razy wymyślałam noworoczne postanowienia. Ponieważ za każdym razem były one niewypałem stwierdziłam, że nie mają one w moim przypadku sensu. Początkowy zapał szybko znikał i zostawała frustracja oraz poczucie, że nawaliłam na całej linii.

Podobnie zresztą było u mnie z postanowieniami adwentowymi czy wielkopostnymi. W większości kończyły się one fiaskiem a ja zastanawiałam się, po co znów zaczęłam grać w grę, w które byłam z góry skazana na przegraną. Czemu? Ponieważ nie zależało mi na zmianie w głębi serca. Nie byłam to zmiany przekonana.

Wśród tych niewielu postanowień, które udało mi się wprowadzić w życie znalazło się postanowienie wielkopostne wyrzucania codziennie siatki różnych obiektów niepotrzebnych z mojego pokoju. Brzmi dziwnie, ale przez lata nagromadziłam u siebie masę różnych opakowań, gazet, papierów. Przejrzałam uważnie szafę pod kątem nienoszonych już ubrań. Nie pamiętam już dokładnie, co ponad to znalazło się w tamtych siatkach, jednak było ich równo 40.

W tym roku jednak wyjątkowo uznałam, że warto podjąć rękawicę i coś sensownego postanowić. Tylko co?

Zamknąć przeszłość

W zeszłym roku z początkiem lutego przyszła poprawa mojego stanu zdrowia. Od tego czasu z mniejszymi bądź większymi przerwami pięłam się w górę. Udało mi się odstawić jeden z trzech leków. Pozostałe dwa póki co biorę, jednak głęboko wierzę, że kolejne porządki w mojej psychice spowodują, że niebawem obejdę się i bez nich.

Jest to pierwszy od kilku lat rok który rozpoczynam z nadzieją na to, że będzie lepiej. Że wygram. Trudno więc się dziwić, że mam motywację by skorzystać z symboliki nowego roku – i zacząć coś na nowo.

Choć w sumie niczego nie zaczynam. To, co robię, wynika z wielu miesięcy ciężkiej pracy nad sobą i nad tym, by pokonać chorobę. Rozpoczęcie pewnych działań wraz z pierwszym stycznia wynika z pewnego rodzaju poczucia więzi. Oto miliony ludzi podejmują postanowienia noworoczne, a ja jestem jednym z nich. Jestem częścią większej całości. To miłe uczucie – być znowu w czymś, co nieudolnie nazywam „kursem życia” – w świecie spraw zwyczajnych, do których właśnie należy wymyślanie noworocznych postanowień, a bardzo często – ich niedotrzymywanie.

I tu akurat jestem na tyle zaprawiona w bojach, że istnieje duże prawdopodobieństwo że dam radę. 🙂

Moje postanowienia w tym roku nakierowane są na przygotowanie dobrego fundamentu dla roku 2017. Jeszcze zbyt wiele wspomnień mnie trapi, zbyt wiele spraw jest niezamkniętych bym czuła się w swoim życiu komfortowo. I to jest główny cel na ten rok – zamknąć to, co otwarte (a co zamknąć należy), skończyć to, co niedokończone, zostawić za sobą bagaż wspomnień by w kolejnym roku zacząć żyć w pełni po swojemu.

366 dni na zmiany

Listę spraw do zakończenia zachowam dla siebie, zresztą – jest ona dopiero w fazie tworzenia. Nie jest to proces najprzyjemniejszy, niemniej konieczny. Aby ułatwić sobie to trudne zadanie postanowiłam, że postanowienia noworoczne będą wiązały się głównie z czymś, co sprawia mi przyjemność. Abym na tej drodze, którą idę, nie padła z powodu psychicznego wycieńczenia 😉

Na liście postanowień noworocznych mam cztery różne kategorie: postanowienia na 366 dni, 52 tygodnie, 12 miesięcy oraz rok. Dziś podzielę się tymi, których realizację dobrze by było rozpocząć właśnie DZIŚ.

 

Postanowienie numer 1: słoik szczęścia

Podchodziłam do tego pomysłu już kilka razy w różnych momentach życia. Zadanie jest proste: wyszukujemy słoik, bierzemy kolorowe karteczki i długopisy, kredki – co nam wyobraźnia podpowie – i każdego dnia roku zapisujemy jedną rzecz, która stała się dla nas powodem do szczęścia, uśmiechu, radości z życia. W wyjątkowych sytuacjach mogą to być dwie rzeczy 😉

Życie nie składa się wyłącznie z radosnych chwil lecz, jak słusznie zauważyła moja znajoma, dobrze jest nie ulegać propagandzie wszechobecnego szczęścia. To, że jesteśmy czasem smutni, źli, zawiedzeni jest czymś naturalnym i nie należy usuwać negatywnych emocji tylko i wyłącznie dlatego, że należy za wszelką cenę cieszyć się życiem.

Dla mnie to postanowienie jest o tyle ważne, że bardzo mi zależy na nauce dostrzegania różnych pozytywów w sytuacjach dla mnie trudnych, smutnych, niewygodnych – tak, by odczuwając negatywne emocje nie wpadać do depresyjnego dołka. Jedna odpowiednia pozytywna myśl potrafi w moim przypadku zatrzymać „zjazd” nastroju. A skoro tak – to chcę nauczyć się wynajdywania tych myśli. Mam na to cały rok 🙂

 

Postanowienie numer 2: wywołać uśmiech u innych

Jeżeli ktoś z Was znienacka dostanie ode mnie jakąś wiadomość z uśmiechem, ciekawym zdjęciem, linkiem do jakiegoś materiału etc. to wiedzcie, że mogliście właśnie paść ofiarą tego postanowienia. 366 osób w najbliższym roku dostanie ode mnie powód do uśmiechu – jedna osoba dziennie. Może akurat powiem coś miłego, może dojdzie do Was list, może zrobię jakąś niespodziankę… Chętni do otrzymania takiego bodźca mogą się również zgłaszać, a w odpowiednim, nieoczekiwanym momencie otrzymają odpowiedź 😉

Podejmując się takiego zadania chcę dać coś od siebie innym, tak zwyczajnie, codziennie. Ot, i wszystko 🙂

 

O tych innych postanowieniach napiszę niebawem – jest szansa, że wrócę do regularnego pisania, więc trzymajcie kciuki żeby tak było i do usłyszenia wkrótce 😉

 

Źródło zdjęcia: just.Luc via Foter.com / CC BY-NC-SA

Share on Facebook2Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Share on LinkedIn0Email this to someone
  • Ktoś

    Drugie postanowienie jest super. 🙂