Niespełnione obietnice

Każdy z nas lubi, gdy inni składają obietnice bez pokrycia, nieprawdaż? Powiem wam w sekrecie, że moja depresja wręcz uwielbia takie sytuacje.

Już na wstępie zaznaczę – każdemu zdarza się złożyć obietnicę i jej nie wypełnić. Mam w tym stosunkowo duże doświadczenie biorąc pod uwagę, że zwykle obietnice składam gdy już wydaje mi się, że jest ze mną lepiej. Potem zaś nadchodzi depresyjny zjazd i terminy się rozjeżdżają… Niemniej staram się tych obietnic dotrzymywać. A kolejne składać biorąc poprawkę na czynnik chorobowy.

Stąd też odmowa zaangażowania w kilka projektów w ostatnich tygodniach. Wyzdrowieję – będę miała czas i zasoby. Póki co, niestety… po ponad miesiącu wycięcia z życia mam do ogarnięcia kilka spraw, przede wszystkim egzaminy w zbliżającej się sesji i inne zaliczenia. Już nawet nie buntuję się za bardzo przeciwko sytuacji, w której wiele dni z rzędu nie jestem w stanie zabrać się do roboty. Do wszystkiego idzie się przyzwyczaić…

Ale, ale. Miało być o obietnicach.

Ta lepsza perspektywa

Zapewne większość z nas ma przynajmniej jedno wspomnienie z dzieciństwa, w którym pojawiło się poczucie, że ktoś nas zawiódł. Zwykle to rodzice, którzy w ostatniej chwili zmieniają dotyczące nas plany. Nieważne są dla nas przyczyny – to, że my zachorowaliśmy, to, że mają napiętą sytuację w pracy bądź dzieje się cokolwiek innego, co jest ważne. To, co pamiętamy, to niespełnione z jakichś przyczyn obietnice i ogromny smutek, żal, złość. Tak to po prostu działa. Po latach możemy rozumieć, czemu tak się stało, ale tamte uczucia potrafią wciąż w człowieku siedzieć.

W dorosłym życiu również wchodzimy w grę zobowiązań. Dajemy słowo, przysięgamy, obiecujemy. Pod wpływem emocji, tego, co się dzieje w danej chwili, chcąc ugrać coś dla siebie bądź dla świętego spokoju. Ja mam na przykład w zwyczaju obiecywanie Babci: „zaraz się tym zajmę”. Zwykle chcę po prostu, by przestała mi o czymś przypominać. Czasem działa, czasem nie. Niemniej – jak widzicie – obietnice i ich dotrzymywanie to coś bardzo bliskiego każdemu z nas, nawet, jeśli nie używamy słowa „obiecuję”.

Jednak są obietnice i obietnice. A rozróżnić je można w zależności od odbioru, z jakim się spotykają.

Pierwsze z nich to takie, których niespełnienie wywołuje w odbiorcy złość, żal, smutek i inne tego typu emocje. Można czuć się mocno zawiedzionym, jednak szybko dochodzi się do mniej lub bardziej pocieszających wniosków. Wśród nich znaleźć można następujące:

  • „Świat jest zły”
  • „Ludzie są okropni”
  • „Jak zwykle mnie zawiódł / zawiodła”
  • „Cóż, można było się tego spodziewać”

Zwykle te bądź inne kończą się konkluzją: „Źle zrobiłam / zrobiłem że zaufałam / zaufałem, następnym razem nie będę taka naiwna / taki naiwny”.

Zdarza się również że stwierdzamy: najwyraźniej ktoś nie miał czasu, możliwości. Pytamy tej osoby, co z realizacją obietnicy, przypominamy się. Staramy się podejść do sprawy konstruktywnie: tak, by nas nie zjadały negatywne emocje, ale również by obietnica została zrealizowana.

Trująca niespodzianka

W przypadku depresji sprawa ma się zupełnie inaczej. I tu wchodzi drugi typ obietnic, w którym niespełniona deklaracja zostawia zgoła odmienne myśli:

  • „Nie jestem warta / wart tego, by robić dla mnie cokolwiek”
  • „Należało mi się. Jestem taka beznadziejna / taki beznadziejny”
  • „To była obietnica z litości, nie dziwię się, że on jej nie spełnił / ona jej nie spełniła”
  • „Nie jestem dla nikogo ważna / ważny. Dlatego ludzie o mnie zapominają”

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że człowiek z depresją w to wierzy i bardzo często nie jest w stanie wyjść poza takie myślenie. Po prostu.

Wciąż noszę w sobie kilka związanych z obietnicami wspomnień. Wiem, że to naturalne, że ludzie deklarują pomoc i nie zawsze z tych deklaracji się wywiązują. Że jest to wypadkową czasu i innych zasobów które posiadają, również ich dojrzałości. Nauczyłam się już myśleć w innych kategoriach i staram się nie odbierać personalnie tego, że ktoś o czymś zapomniał. Niemniej…

Jest kilka osób i kilka obietnic, które wciąż we mnie tkwią. Wiem, jakie są te osoby, wiem, że zapewniając mnie o czymś czy składając daną obietnicę miały dobre intencje. Jednak to, że ich nie zrealizowały, zabolało mnie bardzo mocno.

Po pierwsze dlatego, że nikt tych osób do złożenia konkretnych deklaracji nie zmuszał.

Po drugie – ponieważ nie zostały one spełnione.

Po trzecie – najważniejsze – dane obietnice, obudzona nadzieja, perspektywa ich zrealizowania były dla mnie światełkiem w tunelu. Czymś, czego się uczepiłam w bardzo trudnych chwilach mojego życia. Gdy dotarło do mnie, że z obietnic tych zostały tylko puste słowa zostawałam sam na sam z powyższymi myślami oraz wieloma im podobnymi. Niszczyło mnie to, lecz wtedy nie mogłam na to nic poradzić.

Grumpy Cat

Zapewne zastanawiacie się, czemu na zdjęciu ilustrującym ten wpis pojawił się Zrzędliwy Kot. Cóż… Pisząc ten tekst pomyślałam sobie o ludziach którzy uznają, że depresja to wymysł leniwców którzy nie chcą ogarnąć swojego życia. O tych, którzy nie chcą zrozumieć ani tej kwestii, ani wielu innych, zamykają się w swoim świecie. Pomyślałam o tych, których spotkałam i którzy wykazali daleko idące niezrozumienie tematu… I którzy czytając ten bądź podobny tekst uznaliby autorkę / autora za zrzędzących i dzielących włos na czworo ludzi 😉

Na szczęście jest wiele osób, które chcą zrozumieć mnie i wielu innych, którzy prowadzą podobne zmagania. I dla Was powstają te teksty. O Was myślę częściej i dziękuję za to, że jesteście 🙂

Źródło zdjęcia:insidethemagic via Foter.com / CC BY-NC-ND

Share on Facebook4Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Share on LinkedIn0Email this to someone