Szczęście (8 listopada 2015)

Coraz więcej pracy. Coraz mniej czasu na cokolwiek. To chyba dobrze, nieprawdaż?…

Znowu kilka dni przerwy w pisaniu. Znów wygrała ze mną pogoda, ból (mięśnie, stawy… to, co zwykle). W piątek bolało tak, że po załatwieniu niezbędnych spraw na uczelni wróciłam do domu. Siedzenie przez kilka godzin na niewygodnych krzesłach dewastuje mój organizm bardziej niż godzinna lekcja indywidualna…

Wniosek? DESW służy organizmowi lepiej niż studia 😉


Piątek był dniem którego głównym bohaterem stał się uczestnik zajęć na których byłam. Robiliśmy w ramach grupy prezentację. Prosiłam kolegę, by skrócił swoją część, abyśmy mogli zmieścić się w wyznaczonym czasie. Wiedział lepiej ^_^. Chciał puścić film, ale nie miał go zgranego z youtube’a, a okazało się, że komputer wykładowcy nie ma podłączenia do internetu. No to co – stwierdziłam, że będę miła i film zgram. Ale trzeba było przez to zmienić kolejność prezentacji. Chcę pogadać z kolegą a on – znika z sali! Kiedy wrócił nie docierał do niego kilkukrotnie powtórzony komunikat, że jest zmiana.

A oto mistrz pierwszego planu w cytatach ^_^

„Ale czemu nie można odtworzyć filmu?” (tłumaczę, że muszę zgrać, bo sam tego nie zrobił…) „Ale to nie ma internetu?” (właśnie przed chwilą powiedziałam, że nie…)

„To ponieważ nie jesteśmy gotowi rozpocząć prezentację…” (ja w tym momencie powtarzam, że jesteśmy, koleżanka mówi to samo, ale jest to głos wołającego na pustyni…)

„To ile jeszcze mamy czasu?” (pytanie pada chwilę po tym, jak pokazuję kartkę, ile czasu zostało).

BaDumTss


Ostatnio w moim życiu pojawiło się kilka ciekawych projektów, więc po pierwsze: nie bardzo wiem, w co ręce włożyć. Po drugie – czasem bardzo drobna rzecz potrafi wyprowadzić mnie z równowagi i wtedy przez kilka godzin siedzę smutna, próbując uciec od rzeczywistości. Na różne sposoby. Wczoraj uciekłam nawet od kontaktu z przyjaciółmi.

Dość szybko potrafię wrócić do równowagi i zabrać się z powrotem do pracy. Choć czasem jest właśnie tak, jak wczoraj. Niby się czymś zajmuję, robię pracę na zaliczenie, i tylko łzy błąkają się po policzkach.

Ale lepsze to niż brak emocji i jakiegokolwiek przywiązania do czegokolwiek.

Aż dziwię się, że w stanie emocjonalnego zamrożenia przeżyłam kilka lat życia. Gdy jest mi ciężko – paradoksalnie – cieszę się z odczuwanych emocji. To miła odmiana, gdy coś się czuje.

Chciałabym napisać o tym coś więcej, ale nie jestem w stanie. Boli mnie głowa, próbuję nie zwariować. Zaraz chyba zasnę na siedząco.


Jutro w ramach „miłej” poniedziałkowej niespodzianki mam wykład na 8:30. Po kolejnej wnikliwej lekturze sylabusa okazało się, że za każdą obecność dostaje się punkty. Aby zaliczyć cały przedmiot, poza zaliczeniem egzaminu i cotygodniowym pisaniem eseju na podstawie mega nudnych artykułów naukowych trzeba mieć NIE MNIEJ NIŻ x punktów za obecność… Choć nie można być tego pewnym… Jak to będzie liczone – nie wie nikt…

Pamiętam tę osobę poprzednich lat i tylko ze względu na to, że chcę zaliczyć ten przedmiot i mieć go z głowy „na wieki” ( 😉 ) nie napiszę nic więcej. Póki co… 😉


Jutro muszę wstać najpóźniej o 7. Dla mnie już teraz ten poniedziałek oznacza niesamowity sukces, ponieważ:

  • będę w stanie wstać (bo już jestem w stanie wstawać o różnych porach nawet, gdy nie mam za sobą tych 8 ustawowych godzin snu!)
  • będę względnie wyspana (im dłużej chodzę na fizjoterapię tym lepiej śpię ^^)
  • pojadę na uczelnię (nie mam w sobie takiej obojętności jak na czwartym roku, a poza tym nie chcę znów bawić się w usprawiedliwianie nieobecności poprzez zaświadczenie u psychiatry. Ile można nosić się z papierami? NIE i już ^^)
  • wypożyczę książkę – lekturę potrzebną do zaliczenia jednego z przedmiotów (zarezerwowałam ^^ w zeszłym roku nie miałabym w sobie odwagi by ot, tak, zaeksperymentować i zwyczajnie zarezerwować książkę w bibliotece – wiem, jak to brzmi… ale autentycznie bałabym się, zresztą jak wielu innych rzeczy)

No i mam nadzieję, że Płotka wróci z naprawy, coby pojechać za Warszawę i pod skrzydłami Michała Wilka zdobywać kolejne szermiercze szlify.

BTW, pamiętaj, Michale, Pruszków, kopanie grobu federem, te sprawy… ;D

Żródło zdjęcia: !efatima / Foter.com / CC BY-NC

Share on Facebook5Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1Share on LinkedIn0Email this to someone