3 listopada – troska istnieje!

Dopadła mnie choroba, której nie miałam wcześniej przez lata, a nazywa się ona „troska o innych”.

Zacznijmy jednak od początku.

Swego czasu nie odczuwałam w gruncie rzeczy żadnych emocji poza złością. Wypełniająca mnie pustka sprawiała, że z dużą obojętnością przyglądałam się egzystencji innych ludzi. Nawet rodzinne wydarzenia nie były w stanie wyrwać mnie ze swego rodzaju egzystencjalnego marazmu.

A tu znienacka Siostra Nożowniczka napędziła mi wczoraj strachu pisząc o swoich zdrowotnych perypetiach. Przy tej okazji obudziła się we mnie iście siostrzana troska. Mocno się zdziwiłam. Ta, która miała ogromny dystans do wielu spraw, nagle zaczyna się przejmować życiem innych!

Jednak Siostra nie jest jedyną osobą, która stała się obiektem mojej nagłej troskliwości.

Zainteresowały mnie życiowe perypetie Mnicha Koksa, Michała Wilka oraz kilku innych osób. Nie żebym nie wiedziała wcześniej nic na temat spraw, którymi żyją. Owszem, wiedziałam o różnych rzeczach i gdyby ktoś poprosił mnie o ogólny zarys sytuacji u wspomnianych myślę, że byłabym w stanie udzielić w miarę satysfakcjonującej odpowiedzi. Nie zmienia to faktu, że nie miałam do tego żadnego emocjonalnego nastawienia.

Znów – znienacka – pojawiła się troska!

Nie żyję ich życiem, choć ciekawi mnie, co się w ich życiu dzieje. Odczuwam konkretne emocje. Cieszę się z nimi, gdy się cieszą. Smucę, gdy coś idzie nie tak. Kibicuję w zamierzeniach. Rozmawiam, słucham, czasem równo opieprzam. A czasem sama dostaję opieprz 😉


Zajrzałam na internety i już wiem, że rzeczywiście troska jest tą chorobą którą u siebie podejrzewam: Według słownika języka polskiego troska to:

1. «uczucie niepokoju wywołane trudną sytuacją lub przewidywaniem takiej sytuacji»
2. «sytuacja, w której doznajemy takiego uczucia»
3. «dbałość o kogoś, o coś lub zabieganie o coś»

Jest! Jest w moim życiu!

I przyznam, że jest mi z tym bardzo dobrze ^_^


Co prawda zarówno wybory, jak i synod przeszły już do historii, niemniej chcę się z Wami podzielić heheszkami związanymi z tymi wydarzeniami. Bardzo mi się spodobały teksty, które pojawiły się na stronie Asz Dziennika: Przedłużenie ciszy wyborczej oraz Nocna bójka w Watykanie. Może kiedyś, w jakiś prima aprilis, pokuszę się o stworzenie podobnego dzieła – póki co zostaję przy dotychczasowej, raczej poważnej niż heheszkowej blogowej pisaninie 😉


A na koniec – ciekawostka.

Dziś spotkałam się z Doktorem Promotorem. Pierwsze szczegóły pracy magisterskiej zostały ustalone. Temat na razie objęty jest klauzulą tajności – dlatego, że być może właśnie Ty, Drogi Czytelniku, zostaniesz poproszony o wzięcie udziału w badaniu 🙂 Niemniej ponieważ spotkanie skończyło się wcześniej niż przewidywałam stwierdziłam, że posiedzę jeszcze na uczelni. Uznałam, że pchanie się w korki w sytuacji, gdy mogę spokojnie popracować na uczelni jest bez sensu 🙂

Zatem dopiero za kilka chwil opuszczę uczelniane mury. Pracę sobie zorganizowałam (przez najbliższy rok bezczynność mi nie grozi, uwierzcie mi…). A tak wyglądało moje stanowisko pracy. Zacne, nieprawdaż? ^_^

Moje uczelniane biuro

Źródło zdjęcia: Rum Bucolic Ape / Foter.com / CC BY-ND

Share on Facebook3Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1Share on LinkedIn0Email this to someone