1 listopada 2015

Przez ostatnie kilka dni znów nie było NIC.

Od środowej wizyty u fizjoterapeuty zdycham. Z jednej strony dobrze, że się pojawiłam – znów lewy nadgarstek ledwo działał. Z drugiej strony okazało się, że jeszcze inne stawy się buntują, a niektóre mięśnie są solidnie napięte. I teraz się zastanawiam, czy całe ciało boli mnie tak od pogody, od trenowania, od wymęczenia po fizjoterapii… A może wszystkiego razem. Zapewne na mój stan wpłynęło kilka emocjonalnie trudnych sytuacji – taka wisienka na torcie. W efekcie od kilku dni towarzyszy mi tępy ból, który jest mało komfortowy i dla ciała, i dla ducha.

A pracować trzeba. Uczelnia sama się nie skończy, a ponadto wróciłam do zabawy ze stronami www. Jak już skończę konkretne projekty to nie omieszkam się pochwalić 🙂

Korzystając z tego, że wreszcie jednak siedzę i ten wpis piszę nadrobię zaległości ostatnich dni.

Wtorek

Co prawda wpis tego dnia się pojawił, niemniej chcę przypomnieć dwie kwestie.

Doktorowi Promotorowi na wykładzie się nie przyznałam do tego, żem jego magistrantką. Natomiast miałam dość zabawną sytuację na stołówce. Siedzę ja sobie konsumując małe co nieco i widzę postać pędzącą w kierunku miejsca, w którym można przygotować sobie zestaw obiadowy. Myślę sobie – o, Doktor Promotor.

Nie wiem, skąd to dziwne przeczucie, ale faktycznie, nie pomyliłam się ^_^. Być może to kwestia podobieństwa do Pana Statystycznego…

OMC Sarmata pojawił się na wykładzie – oto rozwiązanie drugiej zagadki. O tyle ciekawe, że po opublikowaniu wtorkowego wpisu zupełnie zapomniałam o tym, że ma się tam pojawić, więc wychodząc po wykładzie z sali przeżyłam niemałe zaskoczenie widząc go. Niesamowite, jak mózg potrafi śmiesznie działać 😉

Środa

Uzupełnieniem środowego wpisu może być jeszcze jedno zdjęcie jesieni. Tym razem już z Warszawy, z miejsca bliskiego memu sercu:

Jarzębiny - obraz kojarzący mi się wybitnie z jesienią.

Czwartek

Potwornie nie chciało mi się jechać na trening. Jakoś znowu zaczął mi nastrój zjeżdżać na łeb, na szyję. Może dlatego, że skończyłam czytać dość trudną książkę. O niej będzie niebawem.

Poza tym tego dnia wykazałam się niespodziewaną i dotąd u mnie niespotykaną asertywnością. Konkretny komunikat, wyjaśnienie kilku zaległych spraw. K., odpiszę niebawem! Już nie miałam siły, by odpisać na Twoją wczorajszą wiadomość, wybacz… w ogóle wybaczcie wszyscy, którym zalegam z odpowiedzią… zmęczenie.

Piątek

Niespodziewane spotkanie na zajęciach z osobą, której nie widziałam od ponad roku. Nagle zostałam postawiona przed sytuacją, w której mogłam zachować się jak chrześcijanin, ale nie musiałam. Mogłam zignorować obecność, a mogłam podejść i zwyczajnie powiedzieć – cieszę się, że Cię widzę.

Podeszłam. Życie stało się dla mnie zbyt krótkie by chować urazę. Coś może mnie boleć, smucić, ale ostatecznie mam poczucie że dookoła i tak brak zwykłego ciepła, więc warto je sobie okazywać na każdym kroku. Każdemu.

Zapewne ta nić porozumienia, która między nami była, nie wróci (a szkoda…), ale przynajmniej we mnie jest więcej spokoju. Jakby coś się uporządkowało w moim życiu. No i pojawił się temat do kolejnych przemyśleń, za którymi pójdą konkretne zmiany. A to lubię.

W gruncie rzeczy lubię się zmieniać, choć często chodzę z tego powodu smutna, zmęczona, a zdarza się, że mocno sfrustrowana i zdołowana. Wychodzę jednak z założenia, że żeby zmienić świat trzeba najpierw zmienić siebie… Poza tym bez zmian nie wyjdę z depresji. A na tym na obecną chwilę zależy mi najbardziej.

Sobota

Dzień, w którym zdałam sobie sprawę, że już od ponad trzech lat nie mieszkam z Rodzicami. Niby nic, ale jednak coś. A dotarło to do mnie gdy szukałam ręcznika, żeby wytrzeć ręce. Był w innym miejscu, wisi tam od jakiegoś czasu. Ale nie jestem do tego zupełnie przyzwyczajona…

Bum. Myślałam o tym, by napisać coś o Halloween, ale to musi poczekać. Nie mam siły. Zwijam się w sobie i idę spać. Znowu. Kolejna drzemka dziś… bywa. Wierzę, że jak się obudzę to będę kontynuować rozpoczętą pracę, której chwilowo nie ogarniam. Mam takie wrażenie, jakby moje myśli przedzierały się przez dziwną myślową mgłę.

Ot, listopad…

Źródło zdjęcia: jonathan.leung / Foter.com / CC BY-SA

Share on Facebook4Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1Share on LinkedIn0Email this to someone
  • „Nagle zostałam postawiona przed sytuacją, w której mogłam zachować się jak chrześcijanin, ale nie musiałam.” 😀 😀
    Ogólnie ciekawy wpis. Lubię taki styl pisania.

    • Dziękuję, miło „od rana” przeczytać pochwałę 😉 A sytuacja rzeczywiście była ciekawa, idealnie z pogranicza różnych życiowych postaw 😉