Zmagania aż do wschodu

Jesień. Noce stają się coraz dłuższe. Tych najdłuższych można zaznać na biegunach. Ale i tak to jest nic w porównaniu z duchowymi ciemnościami, które mogą trwać przez lata.

Depresja to choroba pełna ciemności. Zwykle Twój świat wypełnia smutek, narastający z każdą chwilą. Nie mogąc się za nic zabrać czujesz bezsilność, a to odczucie sprawia, że spadasz coraz głębiej. Zwykłe codzienne czynności zdają się być zadaniami ponad Twoją siłę. Gdy zdajesz sobie sprawę, jak niewielki masz już wpływ na to, co się dzieje w Twoim życiu – właśnie wtedy rozpoczyna się Twoja noc.

Moja trwała około pięciu lat. Krytyczny moment miał miejsce mniej więcej w połowie tego czasu.

Pamiętam, jak byłam już zmęczona dotychczasowym leczeniem. Nie miałam już siły na nic. Nie wychodziłam z łóżka. Dosłownie ostatkiem sił zadzwoniłam do przychodni, by zapisać się na wizytę do innego niż dotychczas psychiatry. Prywatnie. Czas oczekiwania – miesiąc.

To była jedyna osoba, co do której posiadałam sprawdzone informacje. Której zaufałam, choć jeszcze nie widziałam jej na oczy. Wiedziałam, że nie będę w stanie czekać przez miesiąc. Po prostu nie dożyję. Wiedziałam również, że nie zaufam nikomu innemu. Po prostu. Już kilka razy zawiodłam się na kolejnych lekarzach psychiatrach. Nie mogłam sobie pozwolić na kolejny zawód…

Zadzwoniłam pod inny numer, który okazał się być numerem prywatnym do tego konkretnego lekarza. Do tej pory nie wiem, jak to się stało, że jednak mimo wszystko się dodzwoniłam. Nakreśliłam pokrótce jaka jest sytuacja.

Musiał usłyszeć, że coś jest nie tak, bo dwa dni później pojawił się w pracy wcześniej – specjalnie po to, by mnie przyjąć. Tego samego dnia zaczęłam brać leki.

I rozpoczęła się noc.

Gdy zaś wrócił i został sam jeden, ktoś zmagał się z nim aż do wschodu jutrzenki, a widząc, że nie może go pokonać, dotknął jego stawu biodrowego i wywichnął Jakubowi ten staw podczas zmagania się z nim. A wreszcie rzekł: «Puść mnie, bo już wschodzi zorza!» Jakub odpowiedział: «Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!» (Rdz 32, 25-27)

To nie było przyjemne. Ustawienie dawki leku, która pozwoliła mi wyjść na prostą zajęło dwa lata. Co kilka miesięcy pojawiała się nadzieja, że to już jest to – i gasła po kilku tygodniach. Jeden lek, drugi, trzeci…

Przez ten cały czas zadawałam sobie pytania o sens mojej relacji z Bogiem w obliczu przeżywanego cierpienia. Potrafiłam przez kilka tygodni z rzędu nie pojawić się na Mszy. Nie widziałam sensu. Ani mojej obecności w kościele, ani modlitwy. Nic. Po części z powodu choroby, w której wszystko było bez sensu. Po części jednak z powodu buntu przeciwko takiemu życiu, jakie wtedy było moim udziałem.

Egzystencji pełnej ciemności, niewyobrażalnych dla kogoś, kto nie miał z depresją styczności.

Najsmutniejsze jest to, że od pewnego momentu nawet już nie chciałam walczyć. Czas mijał, ja tkwiłam w swojej niemocy. I już.

Wtedy [tamten] go zapytał: «Jakie masz imię?» On zaś rzekł: «Jakub». Powiedział: «Odtąd nie będziesz się zwał Jakub, lecz Izrael, bo walczyłeś z Bogiem i z ludźmi, i zwyciężyłeś». Potem Jakub rzekł: «Powiedz mi, proszę, jakie jest Twe imię?» Ale on odpowiedział: «Czemu pytasz mnie o imię?» – i pobłogosławił go na owym miejscu. (Rdz 32,28-30)

Z jednej strony można powiedzieć, że zawiodłam. Nie chodziłam do kościoła co niedzielę, trzymałam Boga na dystans. Nie potrafiłam Jemu zaufać.

Mam jednak wrażenie, że otarłam się o coś bardzo podstawowego. O trwanie. Bez nadziei na lepsze jutro. Bez wiary w to, że cokolwiek może się zmienić. Bez jakichkolwiek emocji poza przenikającym wszystko smutkiem – który również w pewnym momencie zaczął znikać, ustępując pustce.

Przetrwałam. Doczekałam do wschodu.

Jakub dał temu miejscu nazwę Penuel, mówiąc: «Mimo że widziałem Boga twarzą w twarz, jednak ocaliłem me życie». Słońce już wschodziło, gdy Jakub przechodził przez Penuel, utykając na nogę. (Rdz 32,31n)

Jestem teraz zupełnie innym człowiekiem. I nie chodzi mi teraz o sam powrót do zdrowia, który jest dla mnie cudem i prawdziwym darem. Ani o to, że jednak przetrwałam, choć nie potrafiłam zachować postawy chrześcijanina tak, jak to sobie wyobrażałam.

Myślę sobie, że znalazłam się w podobnej jak Jakub sytuacji. Spotkania z Bogiem na takim najbardziej podstawowym poziomie ludzkiej egzystencji, w którym dobijamy do momentu, po którym nic więcej już od nas nie zależy.

Jeszcze tego nie rozumiem. Może zrozumiem dopiero po drugiej stronie. Niemniej nadszedł świt, a otrzymane od Boga błogosławieństwo stało się dla mnie powodem ogromnej radości.

A blizny które zostały noszę z dumą, choć nie widać ich na co dzień. Tkwią w duszy. I przypominają mi o tym, co jest dla mnie w życiu ważne.

Ale to już opowieść na inną okazję.

 

Cytaty z Biblii pochodzą ze strony Twoja Biblia.

Jarkowi dziękuję za inspirującą wpis rozmowę!

 

Źródło zdjęcia: EJP Photo / Foter / CC BY-NC-SA

Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Share on LinkedIn0Email this to someone