Po trzykroć chrup!

Odkąd zaczęłam trenować szermierkę słowo „ból” odmieniam na przeróżne sposoby.

Siniaczki

Najmniejsze generuje osadzenie po pchnięciu szpadą. Drugie w kolejności są siniaki po walce na gąbczaki. Całkiem zacnie wygląda kolekcja, którą można zebrać po starciach na stal, ewentualnie na nylony, gdy obie strony się postarają.

Siniaki trochę czasu się wchłaniają. Zatem każdy większy wiąże się z charakterystycznym grymasem na twarzy gdy ktoś chce Cię przytulić. Albo gdy przypadkiem wpadniesz na drzwi, zaczepisz o klamkę, a nie daj Boże – czymś sobie w dane miejsce dodatkowo przywalisz.

Mięśnie

Nie wiem czemu, ale po każdym treningu chodzę obolała, jakbym powróciła do trenowania po dłuższej przerwie. Jest w tym trochę prawdy – jednak przez 5 lat praktycznie nie uprawiałam żadnych sportów, a teraz nagle mój organizm dostaje dawkę kilku godzin treningów tygodniowo. Aua!

Te osiem miesięcy zabawy szermierczej pozwoliło mi przyzwyczaić organizm do wysiłku na tyle, że jestem w stanie chodzić normalnie na uczelnię. Nie śpię już całymi dniami. Choć wciąż towarzyszy mi…

Zmęczenie

Zastanawiałam się, co takiego sprawia, że chodzę przemęczona. Owszem, wpływa na to jesień, brane przeze mnie leki, to, że chodzę normalnie na uczelnię (a tego nie było od ponad dwóch lat – juhu, kolejny postęp!). Jednak jest jeszcze jeden czynnik.

Rezygnując niemalże całkowicie z zabawy gąbczakami rozpoczęłam intensywne treningi w stroju, który jednak trochę waży. Nie wskoczyłam jeszcze na wyższy level w materii radzenia sobie ze zmęczeniem po machaniu federem. Mam nadzieję, że w miarę szybko przejdę do takiego etapu, na którym trening będzie dla mnie męczący, ale nie aż tak, że potem przez jakieś cztery godziny będę jeszcze dochodziła do siebie, by móc zasnąć.

Stawy

O, to mój ulubiony temat. Mam takie dziwne schorzenie które nie objawiłoby się, gdyby nie to, że rozpoczęłam treningi. I tak ćwiczę w opaskach elastycznych na każdym newralgicznym stawie, w liczbie od 2 do 4. Oczywiście w zależności od tego, czy jest źle czy bardzo źle 😉

Regularnie chodzę na fizjoterapię. Czasem krzyczę z bólu. Częściej zaciskam zęby. Zdarza się, że mnie traktują prądem 😉 Ostatnie trzy tygodnie nie gościłam w gabinecie i w efekcie zaczęły mi się pojawiać trudności z… oddychaniem. Brzmi dziwnie, ale niestety jest prawdziwe.

Wizyty się boję, bo doprowadzenie mnie, a szczególnie mojego nadgarstka, do stanu używalności… będzie… bolało…

Znowu usłyszę słynne „chrup, chrup, po trzykroć chrup!”, kiedy moje stawy będą odpowiadać na fizjoterapeutyczne zaczepki 😉

Obudzić organizm

Treningi szermierki sprawiają mi ból. Konkretny ból fizyczny, na który nie biorę żadnych środków przeciwbólowych. Zresztą to chyba naczelna zasada w każdym sporcie. To właśnie ten znienawidzony ból wyznacza niekiedy treningowe granice, których nie należy przekraczać. Dla własnego zdrowia, a czasem i bezpieczeństwa innych

Dziś piszę ten tekst z zabandażowaną prawą łapą, oczekując na wizytę u mojego Kochanego Fizjoterapeuty. Wierzę, że za kilka miesięcy przeczytam ten tekst i pomyślę sobie – łomatko! Kiedy to było?! Ból, jaki ból? Jednak do tego czasu jeszcze nie raz westchnę i spytam siebie, czy warto było rzucać się w szermierczy wir.

Odpowiedź za każdym razem będzie brzmiała „warto!”. Ale to już opowieść na inną okazję 😉

Źródło zdjęcia: tcd123usa / Foter / CC BY-NC-ND

Share on Facebook1Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Share on LinkedIn0Email this to someone