Opowieść o srebrnym medalu

Była sobie kiedyś Wiedźminka. Nic w życiu nie sprawiało jej przyjemności. Przepędzała kolejne dni w osamotnieniu. Jej krzyku o pomoc nikt nie słyszał.

Pewnego dnia wpadła na szalony pomysł i sięgnęła po miecz. Nie po to, by zrobić sobie krzywdę, o nie. Zaczęła uczyć się nim walczyć. Kolejni nauczyciele pokazywali jej urok szermierki. Wciąż jednak szukała swojego miejsca na ziemi. Mimo wszystko było jej już łatwiej, ponieważ wiedziała, że w każdej chwili może odstraszyć smutki wychodząc na dwór poćwiczyć.

Jej życie zmieniło się jeszcze bardziej, gdy zaczęła walczyć na stal. Dotychczasowe szermiercze działania zdały jej się dziecinną zabawą w porównaniu z pełnym grozy pięknem zmagań na federy. Poznała szermierzy, z którymi zaczęła regularnie trenować.

Jednak nie wszystkim spodobało się to, co robi. Kilka dość bliskich jej osób odsądzało ją od czci i wiary, twierdząc, że wraz z rozpoczęciem przygody z federem najwyraźniej straciła rozum. Było jej z tego powodu bardzo przykro, tym bardziej że już od jakiegoś czasu osoby te sprawiały jej wiele przykrości.

Na szczęście jej Rodzice widzieli, jak bardzo szermierka pomagała jej stanąć na nogi. Doświadczyli tego szczególnie mocno, gdy wybrali się z nią na turniej. Gdy zobaczyli, jak w boju dzielnie walczy i miażdży zdecydowanie bardziej doświadczone przeciwniczki. Jej wysiłek został doceniony i pod koniec turnieju zajęła zaszczytne drugie miejsce. Na wręczenie medalu musiała jeszcze poczekać, jednak nie martwiła się tym aż tak.

Do czasu.

Dość szybko przyszedł dzień, w którym mogła wreszcie udowodnić rodzinnym niedowiarkom, jak bardzo się mylili próbując zgasić jej pasję i odebrać chęć trenowania. Niestety, nie miała medalu, którym mogłaby się pochwalić! Pojechała więc w poszukiwaniu Mistrza, o którym wiedziała, że medal ten otrzymał i pilnie strzeże, by przekazać go jej w obecności innych szermierzy.

Próbowała Mistrza ubłagać, by pozwolił jej zabrać medal – by mogła pokazać, na co ją stać. By ludzie, którzy w nią nie wierzyli, przestali ją ranić. Co prawda wiedziała, że w każdej rodzinie takie osoby się znajdują, w końcu nie ma rodzin idealnych, niemniej wierzyła głęboko, że ten dowód waleczności sprawi, że niedowiarkom otworzą się oczy i wszystko wreszcie się ułoży.

Gdy Mistrz wysłuchał tego, co mówiła, zamyślił się. A potem spytał:

– Czy jesteś absolutnie pewna tego, że chcesz medal ten pokazać akurat tym osobom? Ludziom, którzy nie wiedzą, ile wysiłku kosztowały Cię przygotowania? Czy nie lepiej, by Twoją radość dzielili Ci, którzy wiedzą, ile potu trzeba wylać, by osiągnąć to, co osiągnęłaś?

Wiedźminka zasmuciła się. Zrozumiała, że pokazanie przedmiotu, nawet, jeśli jest nim medal, nie zmieni czyjegoś serca – a to było coś, na czym najbardziej jej zależało. Jednak na jej twarz szybko wrócił uśmiech.

Przypomniała sobie, jak Olek (z którym stoczyła pierwszą w życiu walkę na stal), Kuba, Maciek i wielu innych, z którymi krzyżuje miecz tylko okazjonalnie, gratulowali jej tuż po finałowej walce. Jak przyjaciele, z którymi trenuje na co dzień, złapali ją i zaczęli podrzucać. Jak Sonia ją wyściskała, Maksiu, Krzychu i Antek poklepali po plecach, Adaś robił śmieszne miny, Kamil po prostu się uśmiechał, Jarek i Szymon patrzyli z nieukrywaną satysfakcją, jak pozostali obecni cieszyli się razem z nią, a sam Mistrz powiedział, że jest z niej dumny. Wreszcie, jak w kącikach oczu Rodziców pojawiały się łzy radości, że ich ukochana córka zwyciężyła z licznymi przeszkodami, wobec których walki mieczem były niczym.

 

Bajka to, nie bajka?

Share on Facebook7Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Share on LinkedIn0Email this to someone