Odrobina przestrzeni

Noc. Kolejna, którą spędzam na pisaniu. Tym razem jednak nie zagłębiam się w zawiłości Reguły – na ten wieczór od książki się odcinam. Dziś nadszedł czas napisać coś na bloga. Tym bardziej, że wiele się dzieje, a jeszcze więcej chcę Wam przekazać. Chodzi wciąż o to samo – o zrozumienie.

Nie wiem, czemu aż tak zależy mi, byście rozumieli w jakim stanie się znajdywałam i znajduję. Podejrzewam, że składa się na to wiele czynników, a do głowy przychodzą mi teraz trzy.

Primo:

Wiem, jak wiele nieporozumień wynika ze zwykłego niezrozumienia. Jednak nie da się zrozumieć czegoś, jeśli to COŚ nie zostanie osadzone w kontekście, wytłumaczone, dokładnie opisane. Bardzo często bagatelizujemy problemy drugiego człowieka, bądź nie jesteśmy w stanie mu pomóc, ponieważ nie nastawiamy uszu na to, co on nam chce przekazać. Zatem moja pisanina jest po części spowodowana chęcią pokazania Wam szerszego kontekstu moich zmagań. No właśnie…

Secundo:

… nie tylko moich. Wiele osób miało okazję spotkać się osobiście z depresją. Bądź przeżyć coś równie przyjemnego. Dzielę się swoimi przeżyciami, ponieważ w wielu aspektach są one uniwersalne dla każdego rodzaju cierpienia, które nas spotyka. Zatem czytając moją historię możecie odnaleźć w niej coś, co przeżywa Wasza dziewczyna, sąsiad bądź kolega z pracy. Coś, czego ona czy on mogą nie być w stanie nazwać, a co mi uda się opisać słowami. Może dzięki temu podejmiecie pomocne dla konkretnej cierpiącej osoby działania?

Tertio:

Już nie raz miałam okazję usłyszeć, iż moje refleksje pomagają innym. Po pierwsze – wiedzą, że nie są sami. Po drugie – widzą, że można coś z tym co się przeżywa zrobić. Że da się przetrwać. Że czasem trzeba cholernie długo poczekać (tu myślę o ostatnich dwóch latach swojego życia) by zza chmur wyszło słońce. Po trzecie – odnajdują inspirację do swojej dalszej drogi. Serdeczne pozdrowienia dla Was, Dzielne Wojowniczki i Dzielni Wojownicy!

 

Cóż, wyszedł mały manifest programowy. Tym samym wracam do źródeł – pisania o tym, co znam, z czym stykam się na co dzień i w czym jestem ewidentnie ekspertem – w odradzaniu się z popiołów.

A teraz – czas abym rozwinęła myśl, która sprawiła, że znowu weszłam na swoją własną stronę i zaczęłam pisać…

Być. Istnieć. Żyć!

„Jestem” – to takie ciekawe słówko. Idzie za nim bardzo frapująca mnie wiadomość – to oznacza, że istnieję i zajmuję konkretną przestrzeń, zarówno w wymiarze materialnym jak i duchowym. Kwestie mojej budowy ciała i potoku narzekań z tym związanych pozwolę sobie zostawić na inną okazję. Dziś interesuje mnie wymiar psychologiczny – z mojej perspektywy niezwykle istotny.

Od niecałych sześciu miesięcy trenuję szermierkę. Niebawem wezmę udział w pierwszych zawodach. Kolega obiecał mi pomóc w jednej z kwestii związanych z przygotowaniami. Sam zaproponował pomoc – co już było dla mnie bardzo miłym doświadczeniem. Jednak, jak wiecie, pamięć ludzka jest zawodna, a i często człowiek ma tyle na głowie, że zapomina.

Ostatniego wieczoru dokonałam rzeczy, która w erze depresyjno – przedszermierczej by się nie wydarzyła.

Ja… przypomniałam koledze o sprawie i powiedziałam, że byłoby super, gdyby znalazł czas na spotkanie w najbliższym czasie, byśmy mogli ten temat ogarnąć.

Jakiś czas temu wspomniałam kilku osobom o tym, że noszę bardzo dobrze dopasowaną maskę osoby pewnej siebie, przebojowej, takiej, która ma świat na wyciągnięcie ręki. Co prawda za tą maską nie kryje się szara myszka, która nie wie, czego chce od życia i która boi się jakichkolwiek wyzwań. Kryje się jednak osoba zmęczona częstym doświadczeniem własnej niemocy. Kobieta, która mierzy się z kwestiami, które innym często w ogóle nie przyszłyby do głowy. Skoro ktoś coś obiecał to przecież warto się o to dopominać, nieprawdaż?!

Dla mnie przypomnienie się koledze było ogromnym sukcesem. Nie uciekłam od tematu, nie zamknęłam się w sobie, a przede wszystkim – nie uznałam że kolega zapomniał o sprawie, ponieważ zaoferował pomoc ze zwykłej ludzkiej litości dla takiego małego śmiecia jak ja.

Dojrzałam swoją wartość.

To jeden z pierwszych kroków na drodze do poczucia się komfortowo w mojej przestrzeni. W końcu mam prawo żyć, istnieć, być. A co za tym idzie – posiadać własną przestrzeń do egzystencji.

Źródło zdjęcia: blmiers2 / Foter / CC BY-NC-SA

Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Share on LinkedIn0Email this to someone