28 października 2015

Auć.

Byłam na fizjoterapii. Wszystko mnie boli. Zostałam oblepiona ponad miarę. Cały dzień przespałam. Nie byłam w stanie się za nic zabrać. Masakra.

Również psychiczna. Niełatwo rozmawia się z ludźmi, z którymi trenujesz i mówi się o tym, co się dzieje w Twoim życiu. W sumie zastanawiałam się, po co. By wiedzieli co się ze mną dzieje? By się nie dziwili, gdy coś się będzie działo? By wiedzieli, jak ważne jest dla mnie trenowanie? By zrzucić z siebie ciężar wydarzeń, które rozbiłyby każdego?

A może po to by mi kibicowali? Bym wiedziała, że mam ich życzliwość? Że są ze mną? Żebym zobaczyła, a nie tylko usłyszała, że są ze mną?

Nie wiem.

Dużo tulenia poproszę. Przy każdej możliwej okazji.


W temacie smutków:

„Jeżeli wcześniej nie wierzyłaś, że może być tak dobrze jak teraz, to uwierz, że potem może być dobrze”.

Dziękuję Wilku, spróbuję uwierzyć.

Choć w środku wszystko we mnie krzyczy.


Dużo się nie rozpisałam, ale przynajmniej wrzucę zdjęcie z trasy. Na fizjoterapię jeżdżę z Warszawy do Komorowa…

Podróżując do fizjoterapeuty.

 

Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1Share on LinkedIn0Email this to someone