21 października 2015

Witamina D, magnez, potas i inne dziwne – zassane. Walczę!

Obudziłam się późno. Po prostu zignorowałam – bliżej nie wiem, czemu – budzik w komórce. Być może nadszedł najwyższy czas by komórkę kłaść daleko od siebie, coby nie wyłączać odruchowo dźwięku świdrującego rano uszy…

Jeśli chodzi o stan psychiczny, to polecam lekturę wpisu o niezbędniku do przetrwania jesieni. Coś mi się zdaje, że jeszcze kilka ciekawych list tam się pojawi. Cóż, czas wypracować odpowiednie algorytmy radzenia sobie z sytuacjami tego typu…

Dziś boję się jakby mniej.


Doceniam chęci spotkania się ze mną celem podniesienia na duchu, ale nie naciskajcie, proszę. Nie chcę zrobić się niemiła i powiedzieć o kilka słów za dużo.

Argumenty o samotności i o tym, jak w samotności depresja się rozwija, już teraz w moim przypadku można włożyć między bajki. Owszem, siedzę sama w pokoju, ale dzięki komputerowi mam z Wami kontakt. Wystarczy kilka smsów bym wróciła do równowagi i porządkowała dalej to, co mam do uporządkowania. W ciszy. Tak, żeby usłyszeć własne myśli.

Właśnie wtedy, gdy jest źle, zamykam się w czterech ścianach i chcę po prostu świętego spokoju. Jeśli chcecie, możecie pisać smsy czy wiadomości na fb, ale nie denerwujcie się, jeśli nie odpiszę od razu.

Tyle w materii spotkań.


Czekam na przesyłkę od kuriera. Mam nadzieję, że pan wreszcie się pojawi. Najlepiej w momencie, w którym akurat wyjdę z łóżka po coś. Nie chcę opuszczać ciepłego, pachnącego proszkiem do prania kocyka.

Zostawcie mnie pod kocyyyyyyykieeeeeeem… Tu mi dobrzeeeeeee…


Piszę. Wciąż piszę. Na bloga, do szuflady, kończę książkę, tylko pisania listów mi brak. Ale na to jeszcze przyjdzie czas. Podobnie, jak na pisanie magisterki. Spotkanie wreszcie umówione! Mam do zrobienia prezentację. Temat – na razie nic nie powiem. Ciiicho szaaaa… Ale będę potrzebowała Waszego wsparcia w wypełnieniu ankiety 🙂

Jak już nadejdzie wielkopomna chwila wrzucę na bloga stosowny link.


Wczoraj znienacka dostałam przesyłkę, która miała przyjść jutro (czary, czy co?…). Pochwalę się.

Od jakiegoś czasu miałam dość duży problem z transportowaniem osprzętu do szermierki historycznej. Najpierw, gdy miałam go mało, pakowałam w torbę małą i średnią. Potem – w małą i dużą. Następnie się rozleniwiłam i zaczęłam chować sprzęt do dużej – jakoś się mieścił, ale chodziłam z pootwieranymi kieszeniami. Po jakimś czasie okazało się, że duża torba nie wytrzymała tego.

Wczoraj przyszła torba największa. Całkiem wygodny uchwyt do noszenia, no i – hit nad hity – posiada kółka.

Wszystko mam już spakowane. Cały strój, dwie butelki wody. A co najciekawsze – W TEJ TORBIE WCIĄŻ JEST SPORO MIEJSCA DO WYKORZYSTANIA!

Teraz do pełni szermierczego szczęścia brakuje mi tylko federa.


Panie Kurierze, gdzie Pan jest…

Idę do kuchni zrobić sobie kanapki, może Pan teraz przyjechać!

Torba na WSZYSTKO.

Źródło zdjęcia: Niels Linneberg / Foter / CC BY-NC-SA

Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest1Share on LinkedIn0Email this to someone
  • Książka? O czym piszesz?

    Jejku, jak ja tęsknię za blogami tego typu ❤ Szermierka? Brzmi naprawdę ciekawie, ostatnio było w Big Bang Theory, dzieci znajomej też się w to bawią, już chyba turniejowo czy coś. Długo trenujesz?

    • Kończę pracę nad książką okołoreligijną 🙂 Blogi tego typu, tzn.? Dzielenie się codziennością? 🙂
      Nie trenuję długo, akurat dziś mija równo 8 miesięcy ^_^ A pytanie, jaką konkretnie broń wykorzystują dzieci znajomej? Szermierka to szerokie pojęcie 🙂

      • Tak, dzielenie się codziennością 😉

        Nie znam się kompletnie, ale chyba szpada będzie dobrą odpowiedzią.

        • Czyli szpada sportowa, ogólnie szermierka sportowa. To ciekawe 🙂 też walczę tą bronią, choć zdecydowanie bardziej wolę walczyć na miecze 🙂